Ten rozdział dedykuję Kate,za to że mnie zmusiła do napisania tego bloga ;)
-Powiesz mi co od ciebie chciał Dumbledore?-Spytał po raz setny Ron.
-Ile razy mam ci powtarzać że to tajne?-Spytałam-nie mogę ci tego od tak powiedzieć
-Czemuuu..?-Jęknął przeciągle
-Bo nie mogę.-Powiedziałam i ruszyłam w stronę Wielkiej Sali. Ron pobiegł za mną.
-Powiedz, powiedz, powiedz...- Jęczał
-Jezusie, przestać wreście jęczeć, bo zachowujesz się jak dwuletnie dziecko- Syknęłam i weszłam do Wielkiej Sali.
-Cześć-Powiedziała Ginny gdy usiadłam obok niej.
-Ginny, mam pytanie- Powiedziałam do niej teatralnym szeptem.
-Tak?- Spytała, naśladując mój ton głosu.
-Byłabyś zła gdybym uśmierciła twojego braciszka?- Spytałam, a ona wybuchnęła śmiechem.
-Tak, chyba tak-Odpowiedziała. Resztę kolacji obiadu zjedliśmy w milczeniu.
-Idzie ktoś ze mną na błonia?- Spytałam, a gdy nikt nie odpowiedział westchnęłam i sama udałam się w stronę boiska, które Dumbledore zbudował dla czarodziejów którzy pochodzili z mugolskich rodzin i tęsknili za mugolskim sportem. Co było ciekawe nie tylko tych można było zobaczyć na boisku, niektórzy czarodzieje z tak zwanych "lepszych rodzin" też uprawiali ten rodzaj sportu.
Ja najbardziej tęskniłam za koszykówką więc i wybrałam dość pokaźnych rozmiarów piłkę i ruszyłam w stronę kosza.
-Chcesz się zmierzyć?- Spytał głos zza moich pleców. Powoli odwróciłam głowę i stanęłam twarzą w twarz z Blaise'em.
-Jasne- Uśmiechnęłam się. Mimo że w szkole i na korytarzach panowała między nami nienawiść, to na boisku łatwo było o tym zapomnieć. Podziwiałam go za jego niesamowite wyczucie piłki, a i nieraz zauważyłam że i on spogląda na mnie z ...zaskoczeniem? szacunkiem? Nie wiem jak to nazwać.
-Orientuj się!-Krzyknął i rzucił w moją stronę piłkę. Złapałam ją ze śmiechem i zaczęłam ją kozłować.
-Podaj- Powiedział i spojrzał na mnie oczekująco.
-Jeśli ją chcesz, to po nią przyjdź- Zaśmiałam się. On również się zaśmiał i podbiegł do mnie.
-Czy mi się wydaje, czy Hermiona naprawdę gra z Zabini'm?- Spytał z niedowierzaniem Ron wpatrując się w dwie ledwo widoczne plamki na boisku szkolnym, które poruszały się z taką gracją że można by pomyśleć że tańczyli.
-To jej sprawa z kim gra- powiedział spokojnie Harry. Jego przyjaciel spojrzał na niego z oburzeniem.
-Dzięki za grę-powiedział Blaise i uśmiechnął się do mnie. No, no -pomyślałam- sport naprawdę zaciera granice.
-To ja ci dziękuję. Już dawno się tak dobrze nie bawiłam- Powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.
-ZABINI!- krzyknął ktoś z dziedzińca
-O nie, Malfoy mnie szuka.- Powiedział Blaise i spojrzał na mnie- Do następnego razu.
-Tak,do następnego razu... Hej!- Krzyknęłam za nim , a on odwrócił się- Od teraz znów jesteśmy wrogami, nie?
-Jasne- Odpowiedział ze śmiechem i znów zaczął biec w stronę dziedzińca.