poniedziałek, 5 listopada 2012

IV cz. IV

-Brzmisz jak mała kotka- Roześmiał się Blaise.
-To nie jest śmieszne. Natychmiast ściągnij mnie na ziemię- Zasyczałam maskując paraliżujący mnie strach.
-Zwariowałaś? Nigdy nie bawiłem się aż tak dobrze- Zaśmiał się pogardliwie.
-Zabini, zostaw moją dziewczynę w spokoju!- Krzyknął gdzieś w oddali pewien rudzielec.
-Jezu... - prawie  bym zapomniała że wiszę nad ziemią, i prawie schowałam twarz w moich dłoniach.
-Weasley, nie wtrącaj się- Odpowiedział chłodno Blaise. Ron podbiegł do niego, cały czerwony na twarzy i podniósł rękę aby go uderzyć.
-POSTAW. HERMIONE. NA  ZIEMI- krzyknął i się zamachnął. 
Blaise z uśmiechem odparował cios.
-Porażka, Weasley, porażka- Zaśmiał mu się w twarz- Poza tym to ja zdecyduję czy opuszczę Granger na ziemię, czy nie
-Jeśli jej nie opuścisz to..
-To co Wesley? Nie zastraszysz mnie swoim szczurkiem.
-Blaise, wypuść mnie!- Krzyknęłam, gdy zauważyłam że miotła podnosi się coraz wyżej i wyżej.
-Zaraz- Odpowiedział, nawet nie patrząc w moją stronę.
-TERAZ!- Wydarłam się.
-Upss... - Powiedział gdy zobaczył że wiszę parę metrów nad ziemią.- Przepraszam, Śliczna, zaraz cię  stamtąd ściągnę
-Jak nazwałeś moją dziewczynę?- krzyknął Ron i uderzył Blaise'go z całej siły. 
Poczułam że zaraz zemdleje.
Ciemność.
-Czy ty właśnie...?
-Tak, uderzyłem cię, gnido
Blaise oddał uderzenie, a ja poczułam powoli ogarniającą mnie ciemność.
Ciemność.
Poczułam że lecę. Straciłam panowanie nad rękoma i leciałam.
I ogarnęła mnie ciemność.     

sobota, 3 listopada 2012

IV cz. III

Uśmiechnęłam się i pomyślałam że mimo tego że cały świat zmienia się, Malfoy zawsze pozostanie taki sam.

Może uznacie to za nienormalne, ale cieszyłam się z tego.

Usiadłam pod samotnym drzewem na błoniach i zaczęłam wpatrywać się w czarną toń jeziora, wypatrując wielkiej kałamarnicy.

Po paru minutach zamknęłam zmęczone oczy i dałam się ponieść myślom.

-Booo! Nie śpij bo cię okradną!- Usłyszałam i ktoś ochlapał mnie lodowatą wodą.

Zerwałam się z miejsca i niepatrząc na mojego dręczyciela zaczęłam otrzepywać włosy z wody. 

-Nienawidzę cię, ty...- Zaczęłam wściekła i podniosłam wzrok.

-Wiem, wiem, Mała, uwierz mi- Odpowiedział ze słodkim uśmiechem Blaise.

-Czy mi się wydaje, czy ty powiedziałeś na mnie... MAŁA?!- Wrzasnęłam.

-Oj, nie denerwuj się Maleńka- Drażnił mnie, najwyraźniej dobrze się przy tym bawiąc.

Prychnęłam tylko i spojrzałam na jego całkiem przystojną twarz.

-Dobra, czego chcesz?- Spytałam.

-Zmierzyć się z tobą, i pokazać po raz kolejny, że jestem od ciebie lepszy- Powiedział.

-Chyba śnisz, Zabini. To jasne że jestem od ciebie lepsza- Prychnęłam, przyjmując pozę urażonej księżniczki.

-A chcesz się przekonać?- Spytał z diabelskim błyskiem w oku.

-Jasne- Powiedziałam, a po chwili pożałowałam tego. Gdyż Blaise zza pleców wyjął nie piłkę do kosza, lecz miotłę.

-Żartujesz sobie?!- Spytałam.

-Pomyślałem, że skoro ty nauczyłaś mnie grać w koszykówkę, ja mogę nauczyć ciebie gry w Quiddich'a.

-Nie, nie, nie, powiedz że tylko się ze mną droczysz- Poprosiłam, a w głosie można było wyczuć dozę strachu i słabości.

-Nie powiesz chyba że boisz się oderwać stóp od ziemi- Zaszydził, a po jego głosie usłyszałam że musi powstrzymywać się od śmiechu.

-Okey, spróbujmy- Powiedziałam.

Zaczął się śmiać z mojej miny i powoli zaprowadził mnie na boisko.

-To chyba najgłupsze co zrobiłam w życiu- Powiedziałam gdy usiadłam na miotle Blaise'go. 

-No wiesz co! Większość ludzi marzy o tym by chociaż na chwile usiąść na takiej miotle- Powiedział, udając oburzenie.

-Większość ludzi nie boi się wysokości- odpowiedziałam, i poczułam jak moje stopy odrywają się od ziemi.

-Ratuj mnie Zabini! Zaraz spadnę!   

 

piątek, 19 października 2012

IV cz.II

Dymitrowi, za to że istnieje ;)

-Czyś ty do końca zwariował?- Krzyknęłam, a głos podskoczył mi o dwie oktawy.

Wyglądał na prawie tak zdziwionego jak ja.

-Granger, zapomnijmy o tym- Powiedział cicho.

- Mam o tym zapomnieć?!

-Pomyślmy przez chwile logicznie. Ja cię nie lubię. Tym nie nie lubisz. Nawzajem się nie lubimy. Jestem piękny i niezwykle inteligentny, a ty jesteś małą przemądrzałą...

-Dokończ, Malfoy, a nie zobaczysz następnych urodzin- Wycedziłam przez zęby.

-Tak, tak właśnie jest o wiele lepiej,nie uważasz?- Powiedział jakby sam do siebie i nie czekając na moją odpowiedź, udał się w kierunku zamku.

-Malfoy, jeszcze z tobą nie skończyłam!- krzyknęłam za nim. 

-Domyślam się.


poniedziałek, 15 października 2012

IV cz.I

Ten rozdział dedykuje Sebie. Ot tak. Po prostu.

Wybiegłam z zamku dławiąc szloch. Nie rozumiałam co się dzieje. Przecież był Ron. Przecież go kochałam.
Chyba.
Łzy zamgliły mi oczy więc nic nie widziałam. 
Wpadłam nagle na kogoś. Kogoś wysokiego i nieźle zbudowanego. Zaczęłam niekontrolowanie chichotać.Nawet będąc w takim dołku potrafiłam myśleć o takich rzeczach.
-Coś się stało?- Spytał ktoś ciepłym głosem. Chyba właśnie przez tą ciepłotę, przez te brzmienie głosu,  nie rozpoznałam do kogo należy. Wyciągnęłam drżące ręce i oparłam na czyimś torsie.
-Granger, zadałem pytanie- Omg, Malfoy!
-Eeee... Nie nic się nie stało- Powiedziałam troche za wysokim  głosem. 
-Naprawdę myślisz że dam się na to nabrać?- Spytał z sarkazmem.
-Noo... Tak. Szczerze mówiąc.
-Ehhh- Pokręcił głową z dezaprobatą, złapał mnie za brodę i delikatnie uniósł moją twarz do góry. Spojrzał w moje oczy, a ja dostrzegłam w jego oczach coś nowego, coś czego nigdy nie widziałam w jego oczach.
-Drrr- Nie zdążyłam nawet dokończyć jego imienia bo wbił mi się agresywnie w wargi

niedziela, 7 października 2012

III

Ten rozdział zadedykuję pewnemu rudzielcowi który na zawsze wkradł się w moje serce  ;* *w ramach przeprosin, bejb*

-Byłaś z nim, prawda?
-Nie wiem o co ci chodzi...- Odpowiedziałam, ale wzrok uciekł mi gdzieś w bok.
-Tak...- Powiedziałam po chwili niepewnie.
-Ale to nic złego! Ja z nim tylko grałam w kosza!- Krzyknęłam jakbym sama sobie próbowała wmówić że tak było. A może i tak właśnie było...
-Dla ciebie to tylko gra w kosza, dla Rona to tak jakby zdrada..- Powiedziała Ginny, ale potem się lekko uśmiechnęła.
-Oj tam, przesadza. Ale ty nie masz mi tego za złe?-  Spytałam.
-No coś ty! To takie.. ekscytujące- Uśmiechnęła się szeroko a jej oczy zalśniły jakimś kosmicznym blaskiem.
-Co jest ekscytujące?- Spytałam zdziwiona.
-No bo to jest tak jak w filmach. Rozumiesz, dwa zwaśnione rody i ta chemia w powietrzu...
-Ginny!- Krzyknęłam oburzona i rzuciłam w nią poduszką. Zaczęła  się histerycznie śmiać, a po chwili i ja do niej dołączyłam.
Tak właśnie znalazł nas Harry. Rozchichotane i rzucające nic nie znaczącymi wyrazami. ( Coś między "but" a "Księżyc", czy coś takiego)
-Albo mi się wydaje, albo znalazłem się właśnie w jakimś ... sekretnym psychiatryku?- Niepewność w jego głosie zrobiła z tego zdania pytanie.
-Wydaj ci się- Wrzasnęłyśmy obie, a moja ruda przyjaciółka rzuciła w niego poduszką.
-Jak cię dorwę, ty mała ty..- Powiedział z żartobliwą groźbą w głosie Harry i rzucił się na nią z głośnym warkotem.
Patrzyłam na nich z pewną dozą zazdrości i poczułam się niesamowicie samotna.
Doskonale widziałam że po Ronie nie miałam czego się spodziewać... Al może miałam nadzieję? Nadzieję na taką szaloną i bezwarunkową miłość jaką darzyli się moi przyjaciele? Może to dlatego patrzenie na nich sprawiało taki ból? Poczułam nagle lekkie drgnienie gdzieś tam, gdzie powinno znajdywać się serce, a po moich policzkach popłynęły łzy.
-Ejj, Miona, nic ci nie jest?- Spytała Ginny
-Nic, a nic. Bawciee się dobrze, jaa... muszę iść. Pa- Powiedziałam szybko i wybiegłam    

niedziela, 30 września 2012

II

Ten rozdział dedykuję Kate,za to że mnie zmusiła do napisania tego bloga ;)


-Powiesz mi co od ciebie chciał Dumbledore?-Spytał po raz setny Ron.
-Ile razy mam ci powtarzać że to tajne?-Spytałam-nie mogę ci tego od tak powiedzieć
-Czemuuu..?-Jęknął przeciągle
-Bo nie mogę.-Powiedziałam i ruszyłam w stronę Wielkiej Sali. Ron pobiegł za mną.
-Powiedz, powiedz, powiedz...- Jęczał
-Jezusie, przestać wreście jęczeć, bo zachowujesz się jak dwuletnie dziecko- Syknęłam i weszłam do Wielkiej Sali.
-Cześć-Powiedziała Ginny gdy usiadłam obok niej.
-Ginny, mam pytanie- Powiedziałam do niej teatralnym szeptem.
-Tak?- Spytała, naśladując mój ton głosu.
-Byłabyś zła gdybym uśmierciła twojego braciszka?-  Spytałam, a ona wybuchnęła śmiechem.
-Tak, chyba tak-Odpowiedziała. Resztę kolacji obiadu zjedliśmy w milczeniu.

-Idzie ktoś ze mną na błonia?- Spytałam, a gdy nikt nie odpowiedział westchnęłam i sama udałam się w stronę boiska, które Dumbledore zbudował dla czarodziejów którzy pochodzili z mugolskich rodzin i tęsknili za mugolskim sportem. Co było ciekawe nie tylko tych można było zobaczyć na boisku, niektórzy czarodzieje z tak zwanych "lepszych rodzin" też uprawiali ten rodzaj sportu.
Ja najbardziej tęskniłam za koszykówką więc i wybrałam dość pokaźnych rozmiarów piłkę i ruszyłam w stronę kosza.
-Chcesz się zmierzyć?- Spytał głos zza moich pleców.  Powoli odwróciłam głowę i stanęłam twarzą w twarz z Blaise'em.
-Jasne-  Uśmiechnęłam się. Mimo że w szkole i na korytarzach panowała między nami nienawiść, to na boisku łatwo było o tym zapomnieć. Podziwiałam go za jego niesamowite wyczucie piłki, a i nieraz zauważyłam że i on spogląda na mnie z ...zaskoczeniem? szacunkiem? Nie wiem jak to nazwać.
-Orientuj się!-Krzyknął i rzucił w moją stronę piłkę. Złapałam ją ze śmiechem i zaczęłam ją kozłować.
-Podaj- Powiedział i spojrzał na mnie oczekująco.
-Jeśli ją chcesz, to po nią przyjdź- Zaśmiałam się. On również się zaśmiał i podbiegł do mnie.

-Czy mi się wydaje, czy Hermiona naprawdę gra z Zabini'm?-  Spytał z niedowierzaniem Ron wpatrując się w dwie ledwo widoczne plamki na boisku szkolnym, które poruszały się z taką gracją że można by pomyśleć że tańczyli.
-To jej sprawa z kim gra- powiedział spokojnie Harry. Jego przyjaciel spojrzał na niego z oburzeniem.

-Dzięki za grę-powiedział Blaise i uśmiechnął się do mnie. No, no -pomyślałam- sport naprawdę zaciera granice.
-To ja ci dziękuję. Już dawno się tak dobrze nie bawiłam- Powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.
-ZABINI!- krzyknął ktoś z dziedzińca
-O nie, Malfoy mnie szuka.- Powiedział Blaise i spojrzał na mnie- Do następnego razu.
-Tak,do następnego razu... Hej!- Krzyknęłam za nim , a on odwrócił się- Od teraz znów jesteśmy wrogami, nie?
-Jasne- Odpowiedział ze śmiechem i znów zaczął biec w stronę dziedzińca.


sobota, 29 września 2012

I

Spojrzałam za okno Ekspresu Hogwart na zachodzące słońce. Było w nim coś pięknego, coś co zapierało dech w piersiach...
-Harry! Łap!- Usłyszałam krzyk Rona, a po chwili coś ciężkiego uderzyło w tył mojej głowy.
-Przepraszam Hermiono- Powiedział Harry- Nie zdążyłem jej złapać.
Spojrzałam na średniej wielkości piłeczkę metalową która chwilę wcześniej uderzyła mnie w plecy, a teraz leżała niewinnie na podłodze przedziału. Naszła mnie nagle dzika myśl...
-A masz!- Krzyknęłam i cisnęłam kulką wprost w brzuch zszokowanego Rona. Tak zaczęła się nasza bitwa.
Po paru chwilach, gdy byliśmy już całkiem przepoceni, a Neville cały posiniaczony drzwi przedziału otworzyły się z hukiem a do środka wpakował się właściciel blond czupryny, którego nikt w tym przedziale nie znosił.
-Czego chcesz Malfoy?- Spytał Ron czerwony z wściekłości.
-Nic od ciebie, wiewióro- Malfoy spojrzał na Rona z taką pogardą że poczułam niewysłowioną wściekłość.
-Gadaj czego chcesz, albo zmykaj- Powiedziałam, patrząc na niego z obrzydzeniem.
-Po prostu masz się streszczać i ogarniać pierwszaków bo powoli dojeżdżamy do Hogwartu- Powiedział i zniknął za drzwiami. Zaraz, zaraz, żadnej szlamy? żadnego innego przezwiska? On coś knuł, byłam tego pewna.

-Pierwszaki, za mną!- Krzyknęłam do bandy małych rozpieszczonych czarodziejów. Przysięgam, z roku na rok stawali się coraz bardziej rozpieszczeni i coraz mniej przestrzegali reguły. To już nie byli uczniowie a hołota...
-Granger, to od dyrektora- Powiedział zimny jak stal głos, a jego właściciel podał mi złotą kopertę z pieczątką Hogwartu.
-Dzięki Malfoy- Powiedziałam i schowałam kopertę do kieszeni, by móc znów ogarniać pierwszaki.
-Radziłbym ci przeczytać to teraz- Powiedział i zniknął gdzieś tam między uczniami.
Z głośnym westchnieniem otworzyłam kopertę.
Droga Panno Granger,
Byłbym zaszczycony, gdyby zgodziła się panna na chwilę zagościć w moim gabinecie.
Z poważaniem
Dyrektor

Nie wypadało odmówić. Poprosiłam szybko Harrego aby pomógł Ronowi ogarnąć te małe bestie, a ja sama udałam się do gabinetu dyrektora.
-Coś się stało?- Spytałam gdy zobaczyłam ponure miny Dyrektora i wychowawczyni.
-Musimy porozmawiać- Oświadczyli zgodnie