Ten rozdział dedykuje Sebie. Ot tak. Po prostu.
Wybiegłam z zamku dławiąc szloch. Nie rozumiałam co się dzieje. Przecież był Ron. Przecież go kochałam.
Chyba.
Łzy zamgliły mi oczy więc nic nie widziałam.
Wpadłam nagle na kogoś. Kogoś wysokiego i nieźle zbudowanego. Zaczęłam niekontrolowanie chichotać.Nawet będąc w takim dołku potrafiłam myśleć o takich rzeczach.
-Coś się stało?- Spytał ktoś ciepłym głosem. Chyba właśnie przez tą ciepłotę, przez te brzmienie głosu, nie rozpoznałam do kogo należy. Wyciągnęłam drżące ręce i oparłam na czyimś torsie.
-Granger, zadałem pytanie- Omg, Malfoy!
-Eeee... Nie nic się nie stało- Powiedziałam troche za wysokim głosem.
-Naprawdę myślisz że dam się na to nabrać?- Spytał z sarkazmem.
-Noo... Tak. Szczerze mówiąc.
-Ehhh- Pokręcił głową z dezaprobatą, złapał mnie za brodę i delikatnie uniósł moją twarz do góry. Spojrzał w moje oczy, a ja dostrzegłam w jego oczach coś nowego, coś czego nigdy nie widziałam w jego oczach.
-Drrr- Nie zdążyłam nawet dokończyć jego imienia bo wbił mi się agresywnie w wargi
nareszcie czuje wypelnienie w środku (to znaczy w wnętrzu)mam cichą nadzieje że hermiona go nie zabjie
OdpowiedzUsuńświetna notka
yours
mione$